Paralizatorem i tasakiem

Opowieść ukrainna z lat niedawnych
    Opowiedzieliśmy już co nieco o obecności w Rzeczypospolitej faszystowskiej bojówki pod wiele znaczącą nazwą Misanthropic Division. Nie dziwi więc, że przedstawiamy Wam kolejnych wojowników tego elitarnego sortu, zaszczycających swym oddechem polskie powietrze.
    Roman Żeleznow, zwany też Zuhel, lat ok. 30, Rosjanin, ale ten „dobry”, bo słusznie stawał po stronie ukraińskiej w sotniach pułku AZOW przeciwko wrażym moskiewskim rotom. Zabrzmiało nostalgiczno-romantyczną stepową nutą – taki rosyjski renegat, panslawistyczny odkupiciel win swego kałmuckiego rodu.
    Prawda jest niestety inna: to zwykły bandyta i złodziej, jakich jarzmo mongolskie poczęło na Wschodzie na pęczki, dający upust swoim prymitywnym instynktom pod dowolnym sztandarem.
    Najpierw pod banderą rosyjskiego nacjonalizmu zwalczał rodzimych antyfaszystów i innych odmieńców – zasłynął w 2009 r., gdy, jako sympatyk BORN (bojowa organizacja rosyjskich nacjonalistów), zaatakował paralizatorem działacza antyfaszystowskiego i seksualno-mniejszościowego Matwieja tala, za co został skazany na 4 lata kolonii karnej. W 2012 i 2013 prowadził kolumny „Wotanjugend” na różne marsze, które kończyły się zwykle biciem kolorowych i pedałów. A chyba dla rozrywki tylko usiłował w maju 2013 roku ukraść 2kg mięsa z supermarketu „Aszan” albo innego „Metro”, za co został skazany na 10 miesięcy więzienia.
    Wesoły Roman zalicza odsiadkę? Nie, nic o tym nie wiadomo! Już coś Wam nie pasuje? Oczywiście. Żeleznow pojawia się jako bojówkarz organizacji „Restrukt”, kierowanej przez Maksyma „Tasaka” Marcinkiewicza, dość jawnie wspierającej Kreml zwalczaniem opozycjonistów pod płaszczykiem polowań na LGBT. Ciekawostką jest, że zimą 2014, podczas kijowskiego Euromajdanu, ludzie „Tasaka” w interesie Putina siłowo agitowali przeciwko integracji Ukrainy ze „spedalonym Eurosojuzem”. Już rozumiecie? Faszystowska hołota współpracuje z Wołodią w zamian za bezkarność, a przy okazji realizuje różne zadania specjalne Moskwy…
    Gdy kolejna frakcja w rosyjskich służbach znudziła się używaniem „Tasaka”, aresztując go za zbyt gorliwe tępienie pedałów, Żeleznow i inni jemu podobni poszukali schronienia na Majdanowej Ukrainie u swoich faszystowskich, a teraz już banderowskich, kumpli. Żeleznow, zamiast ryzykować odsiadkę albo inną zsyłkę, za 300USD miesięcznie zaprzedał się Poroszenkowym sotniom i zabawiał na Zadnieprzu w strzelanie do swoich ziomków. Soldier of Fortune – taka gra komputerowa z prawdziwą krwią.
    Nie wiadomo, czy życie frontowe znudziło się naszemu zagończykowi, czy srebrników było za mało, ale Żeleznow objawił się w Lechistanie i zaniósł mizantropijny sztandar do samego matecznika polskiej państwowości – Wielkopolski. Przy okazji stał się gierojem mediów, jako pierwszy Rosjanin skazany w Putinorosji na 4 lata za bycie ukraińskim najemnikiem.
    W międzyczasie, niczym Bohun, znalazł na lackiej ziemi miłość swojego życia – Justynę Dakszewicz, herbu Wolfsangel chyba, także Rosjankę, niezwykłej urody, co i lekkiego prowadzenia, z którą umyślił sobie stadło rodzinne założyć. Nieroztropnie o tyle, że dama ta, gdy tylko nasz stepowy wojownik wyjeżdżał gdziekolwiek, to zaraz znajdowała tymczasowego opiekuna, najczęściej karka z  kręgów Misanthropic Division. Justyna i Roman zamieszkali w Poznaniu, gdzie usiłowali siać ziarna nienawistnych myśli, znajdując poklask wśród wielkopolskiej i pomorskiej nazimłodzieży. Sielanka trwa w najlepsze…
    Taka to, prawie romantyczna, opowieść z Dzikich Pól. Swędzi tylko trochę myśl, że te wszawe dzieci Moskwy zażywają wszelkich praw i wygód w Rzeczypospolitej, plugawią Internet germańskimi znakami i banderowską nowomową, prawdziwie zatruwają krew pobratymczą nienawiścią i pogardą dla staropolskiej tradycji tolerancji i umiłowania wolności.
    Któż wyżenie ten chwast stepowy z polskiej ziemi? 

 

08 stycznia 2019

Media Społecznościowe

Strona zrobiona w kreatorze stron internetowych WebWave