CZEKOLADOWY BLOK

Zaniemówiliśmy na kilka tygodni. Długo nie mogliśmy się otrząsnąć po tegorocznym Marszu Niepodległości. Ze zdumienia, że, pomimo rozreklamowania imprez i hec wszelakich, rodzimofaszyści nie popisali się. Butne prężenie mięśni na konfrontacje z siłami demokracji na nic się zdało.    Oto Państwo Polskie też pokazało swoje pazury. Joaquin de BRUDZIŃSKI, niczym prezydent jakiejś republiki bananowej, oznajmił na antenie, że Marsz Niepodległości był bezpieczny dzięki bezpieczniakom. Chyba po raz pierwszy w historii służby miały nie dojeżdżać jakiś dwunastoletnich internautów czy innych Brunonów, ale wstrząsnęły podwalinami nazi-świata. Zatrzymania, przeszukania, pościgi i strzelaniny (te ostatnie to tylko z ucha) – wycelowane w tych NAJGROŹNIEJSZYCH. Najgroźniejszych dla Marszu oczywiście. Podobno wsadzono dziesiątki nazioli własnej i innostrannej produkcji, setkom odmówiono wjazdu na świętą ziemię, zarekwirowano tysiące sztuk broni. Propagandowej. Po prostu polskie służby zaaresztowały całą IDEĘ (coś jakby spaliły wszystkie edycje „Mein Kampf”). A dla Forza Nuova uczyniono wyjątek bo to legalna spóła i w dodatku z Papieżolandu.      Seryjnie, ogłoszenie sukcesu przez różnych ministrów koordynatorów brzmiało - jak na miarę Rzeczypospolitej 3 i ¾ - śmiesznie, ale na Marszu faktycznie nie uwidzieliśmy FLIPA i FLAPA (vide ostatni artykuł), ani ich szturmo-minionków. Rozumiem, że mogli się przestraszyć ONR-u, Młodzieży Wszechpolskiej czy moher-babć, co zrywały im kominiarki i zabierały czekoladopodobne flagi ze znakiem Opla. Ale żeby speniać przed psiarnią? Wstyd – Otto Skorzenny przewraca się w grobie. No i brawa dla ozdrowiałych z wirusa H1L4...    Coś jednak jest na rzeczy, bo miały być też jakieś koncerty, konferencje i może nawet inteligentne spotkania alá Monachium. A tu dupa. Nie było nietschego. Liche cienie zeszłorocznych wydarzeń. Podobno Policja do spóły z innymi trzyliterowymi firmami to załatwiła. Ale wieść gminna niesie, że hype na nazi-eventy to był po prostu skok na minionkową kasę – chłopcy mieli się zrzucić na koszty, a potem imprezy się odwoła, a winę zrzuci choćby na Straż Graniczną, a co?. No bo niby kto to sprawdzi?    Teoria ta trzyma się kupy, gdy przeczytamy wywiad udzielony pod celą przez pewnego rozkosznego grubaska (https://noizz.pl/big-stories/swieto-niepodleglosci-noc-w-areszcie-z-organizatorem-neofaszystowskiego-koncertu/ysgn454). Kamila „FLAPA” KOMALĘ. Nie dość, że na pewno wiedział o niemożliwości zorganizowania koncertu „Ku Niepodległej” (tylko skąd taka konfidencja u pośledniego naziola?) i dlatego zbierał fundusze w zamiarze sprzeniewierzenia, to jeszcze wysrał swoje środowisko w rozmowie z przypadkowym osadzonym. I to w dodatku z naszej, tęczowej strony mocy. Rozumiemy, że wspólna niedola łączy, a i skłonność do używek sprzyja pogawędce. Tyle, że to ściema – informacje do wywiadu Danny Arciszewski czerpał od policjantów, którzy nieźle obrabiali KOMALĘ (podobno, gdy siedział, jego żonę też obrabiali, tylko bardziej w sensie biblijnym). W dodatku, żeby zamazać kreci wizerunek tego kontaktu, zapewnili mu tak „krwawą” martyrologię, że - w połączeniu z faktem udzielania wywiadu - FLAP wyrósł w środowisku na pierwszego faszystę RP. To wysoko postawiona poprzeczka!    Podobno bestia tak się tym podniosła, że obnosi się jako „bohater sprawy” - gnębiony przez siły żydokomuny pierwszy sprawiedliwy wśród aryjskich narodów świata. Niezła przykrywka ‑ męczennik sprawy (nic że spod znaku TW). A kasiora z koncertu w kabzie…i już pewnie po części w nosie…    Tak przy temacie pieniędzy, to Kamil „FLAP” KOMALA – mimo wszystko ufny w system - wyfasował sobie na wszelki wypadek „papugę”. Tyle tylko, że zachodził tu konflikt interesów: adwokat był z TVN i reprezentowanie naziola kłóciło się z polityką medialną koncernu, więc delikatnie się wykręcił od posługi prawnej…Dlatego, gdy myszki doniosły, że nowym consulente legale FLAPA został Michał Wiktor KOŁODZIEJCZYK, postanowiliśmy niniejszym wystosować do pana adwokata orędzie:„Szanowny Panie, pragniemy zaapelować do Pana o poważne rozważenie kwestii, czy reprezentowanie zadeklarowanego neonazisty licuje z godnością i etyką Pana zawodu oraz czy nie niesie dla Pańskiej kancelarii ryzyka przylgnięcia łatki ‘kancelarii-od-faszystów’? Ufni jesteśmy w słuszność podjętych przez Pana wyborów i pozostajemy w nadziei, że Pana postawa daleka jest od skrajnie pozytywistycznej, wyznawanej przez niemieckich prawników, wśród których nie brakło tak „wybitnych” jurystów - jak choćby „bliski” obywatelom Generalnego Gubernatorstwa Hans Frank. Życzymy wielu sukcesów, szczególnie że na początku kariery adwokackiej łatwo o błędy wizerunkowe, mogące zaważyć na późniejszym jej biegu.”

 

26 listopada 2018

Media Społecznościowe

Strona zrobiona w kreatorze stron internetowych WebWave